Rena
Marciniak-Kosmowska
KALEJDOSKOP LOSU
Próbuję nadrabiać zaległości. Przeglądam książki z wystającymi wąsami kolorowych fiszek, czytam notatki na włożonych do środka kartkach. Szeleszczą jak wyrzuty sumienia… Wyciągam z poetyckiego kopczyka czekającego na powtórną lekturę zbiorek „Po trzykroć mgnienie” Zofii Sofim Mikuły i czytam motto tej publikacji:
Czas
przeszły i obecny czas
Oba są chyba obecne w czasie
przyszłym
A przyszły czas jest zawarty w czasie przeszłym.
Jeśli czas cały jest wiecznie obecny
To
cały czas jest nie do odkupienia.
Thomas Stearns Eliot
Czas – zmagają się z tym pojęciem filozofowie, uczeni z różnych dziedzin i poeci. W tomiku Zofii Sofim Mikuły przemyka się dyskretnie, zderza chwile, momenty od „ stanu zagrażającego”, czyli czerwonego autokaru w rowie do zatrzymania się wskazówki na smakowaniu wspomnień domu dzieciństwa.
Ale przypomina też o sobie wprost w wierszu
Noc
bez prawdopodobieństwa dnia
Bo widzisz, przychodzi taki czas, nie twój, nie mój,
A jednak dotyka przeznaczeniem.
Boję się. Nie pojmuję czego – samej siebie,
Nawarstwienia myśli potęgujących natłok przeżyć.
Boję się każdej godziny.
Dnia, który nadejdzie i jego zdarzeń.
Przypadek mieszany nie tłumaczy niczego. Nie da się
uwolnić
Od winy niezawinionej wędrującej od skroni do skroni.
Od oka do oka, od ucha do ucha.
I w dół aż do trzewi. –
Przeszywającej.”Przeznaczenie i przypadek spotykają się na drodze losu. Zmieniają kierunek życiowej podróży. „Przypadek mieszany nie tłumaczy niczego”
- konstatuje podmiot liryczny tożsamy z autorką zbiorku. Budzi tylko pytanie – „dlaczego?”, ale także oswaja ze śmiercią, bo „każdy musi przejść na tamtą stronę”. Trzeba zaakceptować przemijanie, tak jak życie, ale zachowując świadomość, że wszystko przeminie…Nie padają wielkie słowa przy tej konkluzji. Sugestywne obrazy, doznania, refleksje przeplatają się w tych wierszach, jak w kalejdoskopie losu. Czasem zamknięte dramatycznym obrazem,
czasem celną puentą jak w wierszu „Katastrofa lądowa (mówią, że życiowa)” –
„
Dalsza droga już nigdy nie będzie taka sama -
Dziewczyna w jednej chwili stała się kobietą z wypadku”. Wypadek zatrzymał bohaterkę liryczną w drodze. Wyznaczył przymusowy postój z dala od domu i bliskich. Sprawił, że zmierzyła się z przeznaczeniem „Uwięziona między tą a tamtą stroną”.
Lektura tej publikacji przeniosła mnie na szpitalną salę, wróciły wspomnienia, które znalazły się w moim tomiku „Kamizelka ratunkowa” wydanym przed laty w Wydawnictwie Literackim.
Po chwili wygasiłam napierające obrazy i zanurzyłam się w zaskakującej kronice niespodziewanego pobytu w lecznicy w powiatowym mieście, gdzie trafiła autorka po wypadku drogowym.
W „Po trzykroć mgnienie” – jak można by się było spodziewać – mimo pojawiającego się bólu – fizycznego i psychicznego, lęku, cierpienia czy osamotnienia, choć towarzyszą one bohaterce i jej współlokatorkom ze szpitalnej sali, nie ma epatowania tymi stanami. Są natomiast obrazy, relacje czy refleksje podane ściszonym głosem narratorki, a jednak mocno odciskające się w wyobraźni czytającego.
Wiersze przeplatają się „minireportażami”. Konkretne, realne sytuacje, epizody, doznania i obserwacje poetka zderza z migotającymi intensywnie poetyckimi
obrazami i konstatacjami. Z autentycznych przeżyć, z autentycznego zdarzenia (czytaj wypadku), z detali, okruchów tworzy sugestywne obrazy, buduje oszczędnymi słowami przedstawiony świat i wywodzi uniwersalne refleksje jak w poniższym tekście:
* * *
Dziewiętnaście dni z basenem pod tyłkiem
Trzydzieści trzy noce na półsiedząco.
Gdy dusisz się, nie ma znaczenia,
Na którą przejdziesz stronę.
Dziewiętnaście dni w powiatowym szpitalu – od katastrofy do opuszczenia go, ale jeszcze na noszach; trzydzieści trzy noce w pozycji półsiedzącej, kiedy refleksje i pytania mnożą się , ale pozwalają również zmierzyć się z przeznaczeniem i doznaniami poza ciałem –
„Lewituję, ani jestem, ani mnie nie ma”. Świetlny tunel, o którym wspominają ezoterycy i mistycy, a także lekarze (m.in. amerykański chirurg w książce „Mapa nieba”). To są doświadczenia i sytuacje graniczne, które zmieniają ogląd rzeczywistości i światopogląd, to transcendentne doznania, które poetka zamieniła w wiersze, bo „wszystko jest po coś”./ Wiersze to tylko jedna z linii pęknięć. Pokłosie wszystkich rys/wiszących u powały zdarzeń, long, long w pamięci.” ( z Legat long fraz”)
Utwory poetyckie poprzetykane są ponumerowanymi prozatorskimi „sytuacjami”, które – niczym stacje szpitalnej drogi krzyżowej - zatrzymują na chwilę i konfrontują cierpienie fizyczne i psychiczne pacjentów z rutyną, pośpiechem i obojętnością personelu. Ale nie ma tu tylko czarno-białych relacji, o czym świadczy tekst „Wstydu ubywa”. Pojawiają się też osoby i gesty empatyczne.
Oszczędność słowa, trafne metafory i porównania sprawiają, że utwory Zofii Sofim Mikuły brzmią przejmująco i prawdziwie, a budząc pytania o nasz los, przeznaczenie, prowadzą do metafizycznych rozważań i uniwersalnych refleksji.
TUNEL
…. Gdy świecił mi lampą nad głową…
Z Jego światłem kroczyłem w ciemności…
Księga Hioba 29:2-3
Przechodziłam przez ten tunel wiele razy,
Nie tylko w snach, które nieustannie powracały, jakby
chciały zapewnić o doczesności.
Był tam, gdzie się urodziłam i w mieście wypadku.
Na Stalowej, i na zakręcie, ciasny i duszny –
Jak kanały rodne matki.
Mieszała się w nim krew z ofiarowaniem.
Brnęłam wśród szaroczerwonej mazi. Wzywana-
Pełzałam ku światłu.Poeta, tłumacz i krytyk literacki Marek Wawrzkiewicz w posłowiu do tego zbiorku napisał: „ wypadek to życie, a wszelki wypadek to całe życie. Całe życie jest wypadkiem albo sumą wypadków. Kilka lat temu Zofia Sofim Mikuła uległa poważnemu, zagrażającemu życiu wypadkowi. Pisała o tym wiersze.(…) Tomik jest przemyślaną, konsekwentną konstrukcją złożoną z wierszy i prozy.” W zalewie powszechnego pustosłowia i wierszy o niczym „ Po trzykroć mgnienie” iskrzy poezją, przykuwa do lektury treścią, językiem, niebanalnym obrazowaniem, jak w poniższym utworze:
„Na oddziale zabrakło OxyNormu
Nocą szpitalne ściany węszą. Złowrogie cienie pełzną po sali,
zbliżają się… Są już przy tobie. Lancetowate ostrza krążą
po całym ciele, wdzierają się w płuca, szarpią oddech.
Noc ostrzy ciągnie się bez końca.
Kulisz się i ryglujesz w embrionalnej przestrzeni,
próbując zmiażdżyć ból, rodzisz wewnętrzny krzyk.
Omdlewasz…
Rano. KKCz i mała pastylka prostują cienie.”
(KKCz – koncentrat krwinek czerwonych)
Ta szpitalna kronika dowodzi, że jednostkowe doświadczenie i sytuacje, które się zdarzyły, fakty i dane z raportów - z wypadku i lekarskiego, wplecione w obraz czy pozornie beznamiętną relację , prowadzą do zaskakujących puent i uniwersalnych refleksji.
„Po trzykroć mgnienie” to trzecia poetycka książka Zofii Sofim Mikuły ( po „Nie goń mnie Alafufu” i „Kuriozalnie z szypułkami”), to przejmujący zbiorek o ludzkim losie, spotkaniu z nieznanym, cierpieniu, lęku i „pełzaniu ku światłu”. To utwory, które zmuszają, by się zatrzymać, zastanowić po co i dokąd pędzimy; pomyśleć o naszym losie, przeznaczeniu i przemijaniu.
20 lutego 2024
Zofia Sofim Mikuła, Po trzykroć mgnienie, Wydawnictwo Adam
Marszałek, Toruń, s.52.
Katarzyna Wierzbicka – Po trzykroć mgnienie
„Gazeta Kulturalna” Nr 2/2024
http://www.gazetakulturalna.zelow.pl/index.php/1817-po-trzykroc-mgnienie
„Własnym Głosem” Nr 3/2023/125 (str. 20)
http://wlasnymglosem.pl/wp-content/uploads/2024/01/WG-125_int.pdf
We
wrześniu 2023 roku ukazała się książka Zofii Sofim Mikuły „Po trzykroć
mgnienie”. Niewielki tomik zawiera wielki bagaż doświadczeń, refleksji i
wspomnień z trudnego czasu powypadkowego pobytu autorki w szpitalu.
Idąc
na ten wieczór autorski, nie wiedziałam, jaka jest inspiracja wierszy Zofii Sofim
Mikuły. Poznając genezę powstania tomiku – poruszył mnie ten temat i zawodowo i
jako osoby po przebytym przed laty wypadku.
Nawet po wielu latach, takie traumatyczne przeżycia nie znikają w
odmętach pamięci. Wiem, że ważne jest to wypowiedzieć.
Każde
słowo w tym zbiorze jest śladem po tym, co się wydarzyło. Wiersze są lustrem
rzeczywistości, której doświadczyła autorka. Doświadczyła boleśnie,
uczestnicząc w wypadku autokaru, a potem przebywając w szpitalu, z daleko od
domu.
W
wierszu Powidoki – Zofia Sofim
pisze –
Teraz jest ten moment.
To jest ta chwila.
Mgnienie!
Nasze życie składa się z chwil,
przeżyć, mgnień. Nie zdajemy sobie często sprawy, jak takie pozornie mało ważne
mgnienie, może stać się punktem zwrotnym w życiu – a nawet jak pokazuje autorka
– w twórczości.
W kolejnym wierszu czytamy:
Dalsza droga już nigdy nie będzie
taka sama –
Kiedy stajemy naprzeciwko osoby
doświadczonej przez los, ból, chorobę – nie da się wobec tego być obojętnym. A
jednocześnie czytając wiersze przepełnione bólem – od fizycznego – do dużo bardziej
dotkliwszego cierpienia – które powoduje szpital, a którym są tęsknota za
bliskimi, bezduszność personelu szpitala – ma się silne wrażenie uczestniczenia
w czymś niezwykłym. Autorka umiała pokazać,
z całą mocą wierszy, jakim cudem jest życie. Uświadamiała nam, jak każde
przeżycie zostawia w nas ślad, głęboki, na długo. Zofia Sofim pięknie
pisze o tym, co nawet pozornie wydaje się szare i nieciekawe. Wrażliwość autorki pozwala nazwać wiele emocji, które
takie doświadczenia wywołują. Życie nagle zatrzymane, jakby wypadło z utartych,
stałych dróg – gdzieś na zakręcie drogi – nagle rysuje zupełnie inny
scenariusz, niechciany – zakleszcza autorkę w łóżku szpitalnym – w bolesnej
bańce bólu i tęsknoty. Bezduszny personel, niestety często wciąż obecny w
szpitalach, z nieczynnymi dzwonkami przy łóżkach tworzy dla chorego kolejną
barierę i potęguje bolesne oddalenie od świata. Na szczęście autorka wierszy
miała pomoc i wsparcie synów, ale przecież nie każdy ze szpitalnych pacjentów
ma takie szczęście.
Zofia Sofim uświadamia nam,
jak wiele poezji można odnaleźć w takim mgnieniu. Chwila, refleksja, wiersz...
Nawet trudne i wstydliwe korzystanie ze szpitalnych basenów może zakwitnąć
wierszem „Szpitalne Karaiby”. Uśmiechając się smutno do tego wiersza,
pomyślałam: jaka szkoda, że nie znałam go, gdy sama musiałam korzystać z basenu…
Te opowieści i wierszy słowa budziły
wspomnienia moich przeżyć powypadkowych, a jednocześnie tkały nić
współodczuwania. Zrozumiałam, jak ważne jest, by mówić o takich sprawach,
przeżyciach i jak pięknie mówi wierszem właśnie Zofia Sofim Mikuła. To
nie są lamenty i pretensje. To poezja refleksyjna, ulotna, ale trafiająca w
serce. Z jednej strony – daje każdemu swego rodzaju cudowny balsam na własne
codziennie rany, pokazuje czyjeś doświadczenie – które de facto jest
doświadczeniem uniwersalnym. Możemy odnaleźć swoje uczucia, docenić to, co mamy
na co dzień, jeśli udaje nam się żyć bez chorób i bólu. A z drugiej strony może
obudzi czyjąś wrażliwość, pobudzi do refleksji, pokaże proste potrzeby
cierpiącego człowieka.
Był moment, kiedy
dziękowałam autorce za ten wiersz…
Najokrutniejszy miesiąc to
sierpień,
gdy zapach pełni lata wdziera się
przez szpitalne okno.
Dla mnie to był maj... Zresztą w każdym wierszu można znaleźć dla
siebie coś ważnego, co porusza głęboko – dziewczyna w jednej chwili stała
się kobietą z wypadku
Albo wiersz przejmująco zatytułowany Bezczułość
Tylko kule w kącie znają ciepło
dłoni.
Nogi obolałe nie poskromią schodów,
kładą się do łóżka obok samotności.
Rozumiem to doskonale, samotność –
zwłaszcza nocą, boli bardziej niż ból fizyczny.
Noc
bez prawdopodobieństwa dnia
Nocą
szpitalne ściany węszą...
Pod
koniec tomiku czytam w wierszu:
A jednak wszystko jest po coś.
Zawsze
też tak uważałam. Po wypadku – poza bólem i buntem – próbowałam odszukać treść lekcji życia, jaką otrzymałam. Potem nic już
nie było takie samo.
Mam nadzieję, że jeśli książka trafi do osób pracujących w służbie
zdrowia, pomoże przemyśleć wiele spraw i zmieni postrzeganie personelu, że tam
– po drugiej stronie szklanej szyby jest człowiek. Człowiek, który cierpi,
tęskni, potrzebuje być wysłuchanym. Pozornie to wcale nie tak dużo. A jak
wiele! Pocieszyć chorego – A potrzymać za rękę…
Na spotkaniu promującym książkę „Po
trzykroć mgnienie” pomyślałam, że jeśli wszystko jest po coś, to ten tomik
pokazuje to zdecydowanie – Zofia Sofim dzięki tym bolesnym doświadczeniom
podarowała światu wiersze.
Marek Wawrzkiewicz w posłowiu do książki napisał: „Zofia Sofim
Mikuła przeżyła wypadek. I – jak wynika z książki – on się jej opłacił”. A ja
dodam, że najbardziej opłaciło się to nam, czytelnikom. Dostaliśmy wiersze
głęboko poruszające. Ten tomik jest mgnieniem bardzo osobistych przeżyć – ale
bardzo ważnych i uniwersalnych w swojej wymowie.
Poetka
odsłoniła swój ból i swoją intymność, by dać nam wszystkim do myślenia.
Wiersze to tylko jedna z linii
pęknięć. Pokłosie wszystkich rys
wiszących u powały zdarzeń, long,
long w pamięci.
Te wiersze to nie linia pęknięć, ale słowa,
które sklejają moje rany, nazywając, to co ulotne.
Katarzyna
Wierzbicka
Zofia Sofim Mikuła, Po trzykroć
mgnienie, Wydawnictwo Adam Marszałek, Toruń 2023, s. 49.
Bożena Kaczorowska
– Pochylisz powieki, a całe życie zmieści
się w szybie autokaru*
„LiryDram” Nr 42/2024
(str. 112 – 115) https://online.flipbuilder.com/sqtu/ztjp/
„Własnym Głosem” Nr 3/2023/124 (str. 18)
http://wlasnymglosem.pl/wp-content/uploads/2023/11/wg_124_int.pdf
Trzymam w ręku najnowszy tomik Zofii Mikuły „Po trzykroć
mgnienie”, po którym przychodzą mi na myśl słowa włoskiego poety i tłumacza,
Cezare Pavese: Podróżowanie jest brutalne. Zmusza cię do ufania obcym i
porzucenia wszystkiego, co znane i komfortowe. Jesteś cały czas wybity z
równowagi. Nic nie należy do ciebie poza najważniejszym – powietrzem, snem,
marzeniami […]
A mimo to, kochamy podróże. Jest w nich jakaś tajemnicza
potrzeba przemieszczenia się w inne rejestry krajobrazu. Do znanych nam lub
całkiem obcych miejsc. Nikt nie zakłada, że podróż może przynieść tragiczne w
skutkach wydarzenia lub zatrzyma nas na dłużej w zupełnie obcym miejscu. A
nagle los zapisuje całkiem nowy scenariusz, inny od tego, który mieliśmy w
swoich założeniach. Tak tworzą się legendy, a w tym przypadku, tak powstają
wiersze.
Otwieram pierwszy z nich. Jego tytuł mówi sam za siebie: „Czerwony
autokar w rowie”. Potem jest ciąg wydarzeń, które bohaterka tomiku obserwuje
jakby z oddali. Pojawia się – sytuacja
pierwsza, następnie – sytuacja druga,
a na kolejnych stronach – następne. Jakby
przeplatały się w nich sen i jawa. Nierzeczywisty stan, do którego musi
przyzwyczaić się mózg. Oswoić z tym, co nie miało się wydarzyć, a właśnie się
stało.
W wierszu „Powidoki” dociera do nas brutalna prawda ironii losu,
w której ułamek sekundy
może zdecydować o wszystkim, nawet o ludzkim życiu:
Latarnie na poboczu umykają, a jednak są
blisko.
Za blisko.
Teraz jest ten moment.
To jest ta chwila.
„Dziewiętnaście dni i nocy” (z
sytuacji: „Dwie dziewczyny z wypadku”), tyle będzie trwała ta opowieść.
Przyjrzyjmy się jej. Może przytrafić się każdemu z nas. Z katastrofą komunikacyjną coś trzeba zrobić. Jeśli wymaga
hospitalizacji, to trzeba będzie przejść przez szereg badań. I odleżeć swoje w
szpitalu, zwłaszcza wtedy, gdy obrażenia okażą się poważne. Ale nie bójcie się, autorka nie będzie
zamęczać nas widokiem krwi, choć wypruje sobie flaki, by przelać na papier to,
co jak kamyk w bucie uwiera w pamięci i nie pozwala zapomnieć o trudnych
przeżyciach. Taki jest właśnie przywilej poetki.
Zofii Mikule udało się to przelać na karty książki. Nie dość, że
pokazała zawiłości szpitalnego życia, to jeszcze umiejętnie opisała losy poszczególnych
bohaterek, współtowarzyszek niedoli. Jest tu ukazana piękna postawa
praktykantki, uczulonej na ludzki ból i w kontraście do niej chłód, a może
tylko rutyna surowych pielęgniarek, jako przykład sytuacyjny w publicznej
służbie zdrowia. Nie działające dzwonki, przy unieruchomionych na szpitalnych
łóżkach pacjentach i zamknięte na korytarz drzwi. To wszystko, to jak obrazy z
krzywego zwierciadła. Niedorzeczne, a jednak prawdziwe:
Leżę sama na sali intensywnej opieki
medycznej, potrzebuję pomocy, a dzwonki nie działają. Dzwonię z komórki na
telefon stacjonarny pielęgniarek (wyszukałam w Google). – Jak pani znalazła ten
telefon? […]
[…] Pozostaję sama w zamkniętej sali. Pęcherz
robi się coraz bardziej pełny, czuję, że dłużnej nie wytrzymam. Znowu dzwonię z
komórki […] Za chwilę wpada do
pokoju pielęgniarka X i krzyczy…
– Skąd pani ma ten numer? U nas nie ma
takich zasad! […]
– Jak mam się kontaktować, skoro nie
działają dzwonki, a pani zamknęła drzwi.
W sytuacji zagrożenia życia czy silnego wstrząsu psychicznego
robimy sobie rachunek sumienia. Powracają obrazy z przeszłości i to też jest
rodzajem podróży. Tyle że w głąb siebie:
[…] Ptaki gniazdują w obcych siedliskach.
Obie z matką mamy ponad sto lat,
obie odegrałyśmy nieumiejętnie swoje role.
Stoję w oknie…
Kłócę się o wszystkie wojny, które przeszła
matka,
o dziedzictwo tych wojen.
(z wiersza: „Akurat stoję w oknie, dlaczego akurat”).
Poruszył mnie również mocny przekaz tęsknoty za czymś, czego nie
możemy w danej chwili doświadczyć:
Nie pójdę na spacer do lennej budki, nie
dotknę przyrody.
Przeczuwam, że na odległej łące zabraknie
nawet deszczu,
a moim oczom nie okaże się kałuża na
piaszczystej ścieżce.
[…]
A dom... – to przestrzeń ponad połać okien.
Dom... – to jagody w Otrębusach,
wysypujące się na leśne runo z garnuszka
dziecka.
Morwy zjadane prosto z ziemi,
klomb pełen malw i zapach maciejki aż po
sen.
(z wiersza: „Deliberacje z przeprowadzką w tle”).
Wszystko kończy się dobrze. Bohaterka wierszy powraca do domu. I
choć poobijana fizycznie i emocjonalnie próbuje dalej żyć z dystansem do przeżytych
w szpitalu trudnych chwil.
Uspakaja czytelnika:
[…]
Wiersze to tylko jedna z linii pęknięć. Pokłosie wszystkich rys
wiszących u powały zdarzeń, long, long w
pamięci.
Polecam tomik uwadze czytelnika. Krytyków zachęcam do analizy.
Zaś autorce gratuluję wierszy. Warto sięgnąć po tę pozycję wydawniczą.
Bożena Kaczorowska
* z wiersza autorki O krok od zejścia
Zofia Sofim Mikuła,
Po trzykroć mgnienie, Wydawnictwo
Adam Marszałek, Toruń 2023, s. 49.
Maria Kryńska-Szostak
– Poezja na ostrym dyżurze
„Kozirynek”
10
lipca 2024
https://kozirynek.online/blog/2024/07/10/poezja-na-ostrym-dyzurze/
„Własnym
Głosem” Nr 3/2023/125 (str. 16) http://wlasnymglosem.pl/wp-content/uploads/2024/01/WG-125_int.pdf
Przyglądam
się okładce tomiku Po trzykroć mgnienie Zofii Sofim Mikuły.
Fotografia znajdująca się na niej to scena odgrywana przez Teatr KTO w
Krakowie. Osnowa sztuki zaczerpnięta jest z książki Miasto ślepców
portugalskiego noblisty José Saramago. Opowiada o
rozprzestrzeniającej się szybko epidemii ślepoty. Władze izolują część chorych
w nieczynnym szpitalu psychiatrycznym. Ta społeczność zaczyna wkrótce kierować
się swoimi twardymi prawami. Skojarzenie tej historii z materią tomiku Zofii
Mikuły nie jest przypadkowe.
Autorka zaprasza nas do interioru szpitala. Śledzimy
losy bohaterki lirycznej od podróży czerwonym autokarem, poprzez jej
uczestnictwo w wypadku drogowym, który nazwany zostanie wkrótce katastrofą
lądową, aż do utknięcia w powiatowym szpitalu na wiele nocy i dni. Biegli
podadzą, że w wypadku było 78 poszkodowanych – wyczytuję w przypisach. Zofia
Mikuła w swojej opowieści naliczy ich nieco mniej, ale za to z perspektywy
bliskiej z nimi relacji: „Lecimy seryjnie i każdy z osobna” – dopowie.
Ten
pamiętnik poetycki chwilami tożsamy z reportażem, uciekać będzie w rejony
poezji, gdyż autorka szuka dla opisu emocji i przeżyć poetyckiego uwolnienia: „na
cierpliwej piersi tworzysz decoupage”; „lewituję, ani jestem, ani mnie nie ma”
– tak radzi sobie z psychicznym i fizycznym cierpieniem.
Obsadzając
bohaterkę lirycznych przemyśleń w roli pacjentki, robi wgląd w jej sytuację, a
także w moce i niemoce polskiego systemu opieki zdrowotnej. Dokonuje
racjonalnej oceny faktów, czyniąc też w ten sposób ze swojego dzieła poezję
zaangażowaną. Miejsce z basenem i oknem z widokiem nie okaże się być hotelem,
do którego domyślnie miał dotrzeć podmiot liryczny, ale szpitalną salą, w
której nocą nie działają dzwonki, ale obowiązują wewnętrzne procedury
postępowania, otwierania i zamykania drzwi.
Lektura
wierszy budzi pytania o szpitalne normy, o zaangażowanie personelu w proces
leczenia, ich oddanie swojej pracy. Porusza problem rodzinnych relacji z
pozostawionymi w szpitalu chorymi, ich samotności w cierpieniu. Wydaje się, że
autorka z nieugiętą wolą stawia nas oko w oko z rzeczywistością, pyta o etykę
postępowania, apeluje o wrażliwość i współodczuwanie z człowiekiem, który
znajduje się w traumie.
Poetka
snuje refleksje nad rolą cierpienia w życiu człowieka i naszej odpowiedzi na
nie: „Pragnę ją przytulić, a leżę na łóżku obok i też milczę. Milczymy
rozrywającą ciszą, którą przecina głos pielęgniarki”. Zapisuje te myśli w
poetyckim pamiętniku, próbuje sięgnąć metaforą po ukryty sens lub choćby po
nazwanie rzeczy po imieniu. „Coraz mniej Twojej dawnej twarzy”, „Nikt
zamknięty pośród tkliwych ścian / rękę podaje głównie światłoczułym drzwiom”. Jakież
to poetyckie, acz dramatyczne domknięcie!
„Wiersze
to tylko jedna z linii pęknięć. Pokłosie wszystkich rys/wiszących u powały
zdarzeń, long, long w pamięci”. Czy w szpitalu jest miejsce na poezję? Jaką
rolę może spełnić poezja na ostrym dyżurze? Poetka wchodzi tu w oczywisty
literacki dialog z Księgą Hioba, przywołując konkretny cytat „Z Jego
światłem kroczyłem w ciemności”. Czytam te wiersze, a w trakcie ich lektury
pobrzmiewa pieśń Leonarda Cohena: „There
is a crack, a crack, in everything. / That’s how the light gets in”. (tłum.
Szczelina, we wszystkim szczelina, którą dostaje się światło). U Mikuły aż po
trzykroć mgnienie – polecam książkę czułej lekturze.
Maria
Kryńska-Szostak
Po trzykroć mgnienie, Zofia Sofim Mikuła, Wydawnictwo Adam
Marszałek, 2023, str. 49
Izabela Zubko – Chwile, które kształtują życie
Własnym Głosem Nr 3/2024/128 http://wlasnymglosem.pl/
http://wlasnymglosem.pl/wp-content/uploads/2024/08/WG_128_int.pdf
Po trzykroć mgnienie to refleksyjny cykl
utworów Zofii Sofim Mikuły, które
mówią o życiu takim, jakim ono jest – pełnym niespodziewanych zakrętów,
cierpienia, ale i nadziei. „Mgnienie” kojarzy się z czymś krótkotrwałym,
zaledwie ulotnym momentem, który może mieć ogromne znaczenie i zostawić trwały
ślad na całe życie. A liczba trzy wskazuje na powtarzalność przeżyć. Zatem
tytuł można odczytać jako zaproszenie do wewnętrznych przemyśleń nad tym, co
efemeryczne, a zarazem głębokie i powtarzające się w ludzkim życiu – jako próbę
uchwycenia tego, co najważniejsze.
Autorka
łączy w zbiorze elementy poetyckie z prozatorskimi, nadając całości formę
przypominającą dziennik. Oszczędność słów i precyzja wyrazu imponują, a
surowość formy dodatkowo potęguje siłę przekazu, sprawiając, że każdy wers oraz
każda fraza uderza w nas z pełną mocą. Opisuje traumatyczne doświadczenia
związane z pobytem w szpitalu po wypadku, który zmienił jej życie – co
zaznaczyła w wersie „dalsza droga już nigdy nie będzie taka sama”. Wspomnienia
te są relacją zmagań z bólem fizycznym i emocjonalną pustką, której
doświadczyła. Dodatkowo ból ten jest pogłębiony brakiem należytej opieki ze
strony pielęgniarek, czasami wręcz ich złośliwego zachowania, co wzmacnia jej poczucie
izolacji i bezsilności.
Szpitalna
rzeczywistość, oddalona o 300 kilometrów od domu, gdzie „jagody w Otrębusach”
symbolizują to, co znane i bezpieczne, okazuje się dla Mikuły wyjątkowo bezwzględna.
Wyraźnie odczuwamy tę brutalność, choć autorka nie koncentruje się wyłącznie na
sobie, dostrzega ból i cierpienie szpitalnych współtowarzyszek, co przekazuje
nam w sytuacjach. Relacjonuje je, unikając suchego przekazu. Choć mogłoby się
wydawać, że opisuje jedynie zwykłe zdarzenia, każde z nich skrywa ogrom emocji,
które uważny czytelnik sam wydobywa z wersów.
W
dwunastu krotochwilach poznajemy także i inne postacie, które spotkała przez
„dziewiętnaście dni i nocy” pobytu na sali intensywnej opieki lub na
kilkuosobowej sali chorych. A sytuacja, w której celowo wyłączane są dzwonki
przy łóżkach chorych, szczególnie porusza. Natomiast pozytywnym aspektem jest
wątek stażystki, która z oddaniem opiekowała się pacjentami, dbając o ich
komfort i pytając o samopoczucie, oraz młodej pielęgniarki, wykonującej swoją
pracę z zaangażowaniem mimo napomnień koleżanek: „nie pozwól sobie, by lekarze
tobą rządzili”.
Zofia
Mikuła, przekazując nam szpitalne doświadczenia swoje i innych towarzyszy
niedoli, nie pyta, nie analizuje, nie daje odpowiedzi, to czytelnikowi podczas
lektury nasuwają się pytania… Odpowiedzi, choć są głęboko zakorzenione w
osobistych przeżyciach, mają charakter uniwersalny. Dla wielu chorych w chwili
zmęczenia stanem zdrowia i zwątpienia również „[…] nie ma znaczenia, / na którą
[przejdą] stronę”.
Każdy
z nas, niezależnie od własnej historii, może odnaleźć w tych tekstach
przemyślenia bliskie sercu, wzruszyć się i zastanowić nad tym, jak
nieprzewidywalne potrafi być życie. Może także zatrzymać się i spojrzeć na swój
los z innej perspektywy – pełnej świadomości przemijania.
Izabela Zubko
Zofia Sofim Mikuła, Po trzykroć mgnienie, Wydawnictwo Adam
Marszałek, Toruń 2023, s. 52.